Perfumy Neness - nie, nie

// // Leave a Comment


Musicie wiedzieć, że uwielbiam perfumy. Mój ulubiony zapach zmienia się z każdy kolejnym flakonem, i chociaż te które posiadam w zupełności mi wystarczają, spokojnie mogłabym mieć w swojej kolekcji jeszcze co najmniej kilkanaście flakonów więcej. Uwielbienie do perfum to zdecydowanie jedna z moich najdroższych guilty pleasure. 

O perfumetkach Neness dowiedziałam się od koleżanki. Zachwalała, że są super, że szkoda płacić tyle kasy za oryginały, wręcz to wyśmiewała. Jest tyle ciekawszych rzeczy, na które można wydać pieniądze: np. fajki. Bo koleżanka pali, co miesiąc puszcza z dymem równowartość jednego flakonu markowych perfum. 

A ja jestem najgorszym tym konsumenta, który daje się złapać na każdą promocję i potrafi się wzruszyć na reklamie biżuterii, dlatego też kiedy trafiłam na promocję w perfumerii Neness postanowiłam sprawdzić o co tyle szumu. Może faktycznie przepłacam i mogłabym za zaoszczędzone pieniądze, no nie wiem,  zacząć palić?  
Zamówiłam, przetestowałam i nie. Dwa razy nie.
Zapach jest faktycznie inspirowany, wyczuwalny jedynie przez pierwsze kilka minut, potem już tylko alkohol. Zero trwałości i oszczędności. 

Można używać podróbek perfum, tańszych autorskich zapachów lub tych selektywnych. 
Sama byłam fanką perfum Beyonce. Kiedyś były one dla mnie absurdalnie drogie i musiałam na nie oszczędzać. Rzecz w tym, że nikogo nie przekonywałam, że pachnę tak jakby luksusowo, osoby używające podróbek też nie powinny tego robić. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz