Gdybyśmy tylko wierzyli w horoskopy

// // Leave a Comment


Gdzieś pośrodku słabej lub przesadnej wiary w wróżenie z kart, z gwiazd, z ręki, z absurdalnie wysokich sum płaconych wróżkom  - w zeszłym roku miałam swój rytuał sprawdzania tygodniowego horoskopu w jednym miejscu. Nie zawsze o nim pamiętałam, ale zawsze po przeczytaniu tych kilku zdań uśmiechałam się pod nosem. I chociaż daleko mi do prób dodzwonienia do słynnego wróżbity, tylko po to aby dowiedzieć się, że "runy bardzo wyraźnie pokazują....." - że będzie dobrze. W horoskopach nie ma innej opcji. 

Nie ma znaczenia, czy układa je prawdziwa wróżka, pasjonat astrologii, czy dziennikarz stażysta. Najmniej pozytywnym zdaniem w swoim horoskopie, które przeczytałam w ostatnim roku było to, aby zadbała o zdrowie, ale za to pieniędzy miało mi nie brakować. W zeszłym roku przydarzyła mi się pierwsza w życiu poważna kontuzja i dostałam duży awans.

Wyobraźcie sobie, że właśnie rozentuzjazmowana krzyczę: "Totalnie się sprawdziło! Przepowiednie działają! Powinnam pójść do wróżki. Koleżanki były, wychodziły w płaczem, poznały miłość swojego życia, było warto, powinnam pójść!"- Tylko tak naprawdę to nie, wcale tak nie myślę. 

Nasza przyszłość nie jest zapisana w gwiazdach, ale w naszych rękach.
Gdybyśmy tylko wierzyli w horoskopy, może bardziej wierzylibyśmy w siebie? Przecież cokolwiek by się nie działo, będzie dobrze. Nie ma innej opcji. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz