Disneyland Paris - oczekiwania vs. rzeczywistość

// // Leave a Comment



Będąc małym dzieckiem z wypiekami na twarzy oglądałam bajki Disneya. To jeszcze były czasy, w których królowały kastety VHS. Pamiętam, że przed jedną z nich był nagrany koncert.  Mama mówiła  mi, że Pan śpiewa o  Kubusiu Puchatku, więc za każdym razem najpierw oglądałam koncert, wprawdzie nic z niego nie rozumiejąc, ale już wtedy słuchałam jak zaczarowana. Gdzieś tam, za szklanym ekranem był magiczny świat, który chciałam odwiedzić.

Potem, jako już dorosła dziewczyna, zrozumiałam, że Pan przed bajką nie śpiewał o misiu, za to skutecznie przykuwał moją dziecięcą uwagę.  Przy okazji lubię myśleć, że to jemu zawdzięczam zamiłowanie do muzyki. Dowiedziałam się także, że ten świat magiczny istnieje, całkiem blisko, tuż pod Paryżem. Disneyland znalazł się na mojej liście dziecięcych marzeń, a udało mi się je spełnić kilka miesięcy temu.

Budząc się tamtego dnia jeszcze nie wiedziałam, co mnie czeka. Śmiałam się, że czekałam na ten dzień całe życie i musimy jak najszybciej znaleźć się w Disneylandzie. Szczerze mówiąc bałam się rozczarowania. Co innego oglądać bajki w dzieciństwie i marzyć o młodzieńcu na białym koniu, co innego mieć 26 lat i już wiedzieć, że Książę może gdzieś istnieje, ale na pewno nie w mojej bajce.

Starałam się ukryć ekscytacje w kolejce do kasy. Szybko zmieniłam zdanie, kiedy już wyszłam na teren parku. Trudno zachować powagę kiedy z każdej strony mijają Cię uśmiechnięci ludzie, a co druga osoba w uszach Myszki Miki za zawrotną cenę 20 euro. W jednej chwili siedzisz na szalonym rollercoasterze w zupełnych ciemnościach przy głośnej muzyce Aerosmith, żeby po chwili przesiąść się na karuzelę, ścigając się o miejsce na najlepszym bajkowym rumaku z grupą roześmianych przystojniaków. I filiżanki, wirujące filiżanki to klasyk. Zawsze wydawało mi się, że one same się poruszają, jednak trzeba wprawić je w ruch i możemy nawet nimi sterować. Jeśli nie straszne Wam zawroty głowy, wybierzcie fioletową, ta jest najszybsza. Możesz też razem z Buzzem Astralem wziąć udział w bitwie z Zurgiem strzelając do niego z pistoletu laserowego albo próbować nie dać się złapać w paryskiej restauracji Gusto mając za przewodnika szczurka z „Ratatuj”.

Swoje marzenie spełniłam w październiku, niestety po parku i nie przechadzały się Księżniczki, nie można było zrobić zdjęcia z Myszką Miki, jednak wszystko to rekompensował znikomy czas oczekiwania. Byłam przygotowana na długie kolejki, w sezonie sięgające nawet do 2 godzin do jednej atrakcji. Wiedziałam, że na pewno nie wszystkie uda mi się zobaczyć. I rzeczywiście tak było, nie zobaczyłam każdej atrakcji, tylko dlatego, że kilka było zatkniętych. Między innymi ta, do której bardzo chciałam wejść z uniwersum Star Wars. Dorastanie wpłynęło trochę na moje postrzeganie disnejowskiego świata, bo zamiast szukać iście księżniczkowych pamiątek, największą frajdę miałam przy półkach w Star Traders.

Najdłuższy czas oczekiwania był do wspomnianego „Ratatuj”, gdzie czekaliśmy 40 minut mając wrażenie, że oczekujemy na stolik w ekskluzywnej restauracji. To najnowsza atrakcja parku Walt Disney Studio wykorzystująca technikę 5D. Z kolei idąc na kolejkę w świecie Indiana Jonas’a ledwo doszłam do wejścia, a po chwili już wsiadałam w wagonik. Nawet nie zdążyłam się przestraszyć, a już byliśmy na torze wisząc do do góry nogami.  Zdecydowanie to jedna z bardziej ekstremalnych atrakcji, niesamowita dawka adrenaliny.

Koniecznie trzeba obejrzeć paradę bajkowych postaci, która przechodzi przed główną ulicę w parku oraz multimedialny pokaz sztucznych ogni na tle zamku Śpiącej Królewny. On naprawdę istnieje i co więcej można do niego wejść, a także zobaczyć z bliska stojącą nieopodal karocę Kopciuszka. Sama stylizacja architektury i obsługi parku robi naprawdę wielkie wrażenie. Wszyscy są uśmiechnięci i skorzy do pomocy i rozmów. Przy zakupie pamiątek poprosiłam o dokładne zapakowanie, bo wracam samolotem i nie chciałabym żeby coś się potłukło, na co obsługujący mnie mnie chłopak zaczął żonglować moimi zakupami, śmiejąc się, że oto na moich oczach dzieje się magia. Miał rację.

Atrakcji jest mnóstwo, samo przejście klimatycznymi uliczkami, czy odwiedzenie tematycznych sklepów zajmuje sporo czasu. Przy wejściu do Parku można wziąć plan, gdzie przy każdej atrakcji są oznaczenia, czy to rozrywka odpowiednia dla rodzin z małymi dziećmi, czy dostarcza bardziej ekstremalnych wrażeń. W strategicznym miejscu w parku jest także tablica wyświetlająca czas oczekiwania do poszczególnych atrakcji, informację te znajdziecie także w aplikacji mobilnej parku. Można skorzystać także z opcji fastpass (należy pobrać bilet określający konkretną godzinę odwiedzenia danej atrakcji), a także możliwość ustawienia się w jednej z dwóch kolejek. Pierwsza dla osób chcących siedzieć obok siebie, druga dla osób, dla których nie ma to znaczenia. Wtedy możesz trafić na wolne siedzenie obok rodziny z dziećmi, w innym wagoniku czy turze niż Twoi znajomi, ale to spora oszczędność czasu z równie wielką gwarancją dobrej zabawy.

Bo bawią się tam wszyscy starsi, dorośli, dzieci czy młodzież. Mam świadomość, że to tylko maszyny, światła i stylizacja, ale też emocje. Emocje małej dziewczynki, którą kiedyś byłam. Dziewczynki,  która w końcu uwierzyła, że Książę z Bajki naprawdę istnieje. Wdziałam go, siedział w karocy obok Śpiącej Królewny. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz